Ze stacji na rynek Piłsudski pojechał "powozem zaprzężonym w czwórkę białych koni przystrojonych w barwy narodowe". Białystok też był udekorowany. U zbiegu ulic Kolejowej, Św. Rocha i Lipowej stanęła jedna z bram triumfalnych. Utrzymana była "do najmniejszych szczegółów w stylu empire". Przy niej prezydent Szymański, który wcześniej z pociągu przyjechał w to miejsce powitał Marszałka chlebem i solą.
Po nim wystąpiła jego córka Halinka, która wraz z Felą, córką przewodniczącego rady miejskiej Feliksa Filipowicza, wyrecytowała wierszyk ułożony przez Marię Kościankę. Oto on:
I myśmy też przyszły tutaj polskie dziatki
By Tobie przynieść te kwiatki.
My dobrze wiemy jakie ciężkie znoje zniosłeś dla Polski
Drogie imię Twoje świeci przykładem
W sercach naszych gorąco wdzięczność bije
Naczelnik Państwa Józef Piłsudski niech żyje!
Obiad w ogrodzie Branickich
Piłsudski był tego dnia w wyśmienitym nastroju. Dało się to zauważyć, gdy przyjechał wraz całą świtą na śniadanie do niewielkiego, drewnianego domku na Starobojarską 30, w którym mieszkali prezydentostwo Szymańscy. Wchodząc do stołowego pokoju oświadczył, oddając szable jednemu z adiutantów: "Ponieważ przybyłem w zamiarach pokojowych oręż zdejmuję". Śniadanie podano w ogrodzie, a na kolanach Marszałka usadowiła się Halinka Szymańska.
O godzinie 12 zaczęły się uroczystości na rynku - msza, sztandary, defilady. Po nich w ogrodzie Branickich wydano obiad dla 2 tysięcy gości. Za ten punkt programu odpowiedzialni byli radni Antoni Gliński i Zygmunt Maciejewski. Panie z gminy ewangelickiej nakrywały stoły.
Gdy Piłsudski punktualnie o 15. zasiadł u szczytu stołu ustawionego w podkowę, podano "rosół z jarzynami i kawałkiem mięsa". Na drugie była "dobra porcja mięsiwa pieczonego z kartoflami", a do tego "kompot z jabłek i piwo".Na deser zostawiono sobie przemówienia. Przewodniczący Filipowicz wygłosił trzecią już tego dnia mowę. Ale wszystkich i tak zakasował "obecny na obiedzie poeta gruziński Karaliszwili". Wiadomo, te gruzińskie toasty. Po nim niezwykle zagmatwaną mowę wygłosiła doktorowa Zofia Ostromęcka.
Piłsudski był tym wszystkim już lekko zmęczony. O godzinie 5. podziękował za obiad i "z majorem Macieszą samochodem udał się do swego pociągu". Zapowiedział, że o 6. przyjedzie do koszar 42 pułku na Traugutta, aby "przyjrzeć się zapasom w piłkę nożną między sportowemi towarzystwami Koroną warszawską a drużyną 42 p.p."
Ale zanim mecz się rozpoczął poproszono Marszałka, aby został ojcem chrzestnym niedawno narodzonego synka kapitanostwa Grossnerów. Matką chrzestną była doktorowa Żołątkowska, prezeska białostockiego Koła Polek. Sakramentu na boisku sportowym udzielił kapelan wojskowy. "Naczelnik Państwa dobrotliwie uśmiechając się do swego chrześniaka, wróżył mu wielkie sukcesy w przyszłości jako … doskonałemu futboliście".W trakcie meczu adiutant przyniósł Piłsudskiemu wieniec z nutami marsza skomponowanego na jego cześć. Kompozytorem był Natan Cygan, popularny w mieście skrzypek. W tym samym momencie orkiestra zaczęła grać ów utwór, na co "Naczelnik Państwa kazał podziękować autorowi". Nie czekając na zakończenie meczu (nasi wygrali 5 : 2), Piłsudski pojechał do magistratu. Tu otrzymywał honorowe obywatelstwo. Wręczono mu też pierwszy egzemplarz książki "Białystok Ilustrowany". Bez mów się nie obyło.
Oczywiście jedną trzymał Filipowicz, który na jej zakończenie wykrzyknął "najstarszy żołnierz polski nasz ukochany Dziadek niech żyje". Chodziło oczywiście o najstarszego stopniem, ale wyszło jak wyszło. Po nim dwaj miejscowi fabrykanci Szatja i Frenkiel w imieniu przemysłowców "do dyspozycji" Piłsudskiego złożyli pół miliona marek. Tyle samo wręczyli Szymańskiemu.Była już godzina 10 wieczorem, gdy Piłsudski wraz ze wszystkimi udał się do Pałacu Branickich na raut. W pałacu "przeszedł do dawnej kaplicy pałacowej, którą zamieniono na bardzo ładny salonik".
O północy opuścił raut i udał się na dworzec. Przed pierwszą w nocy pociąg "powoli rusza. Naczelnik Państwa z uśmiechem na ustach, salutując mija rozentuzjazmowane rzesze publiczności serdecznie go żegnającej".
Wojewoda, prezydent i przewodniczący rady na ostatnich nogach, ale pełni patriotycznego uniesienia i szczęśliwi, że wszystko się udało, mogli wreszcie położyć się spać.
Andrzej Lechowski





