Postaw mi kawę na buycoffee.to

Na nartach najlepiej zjeżdżało się w Ogrodniczkach

  W latach 50. studenci Akademii Medycznej, pochodzący z południa Polski, zimą tak tęsknili za nartami, że w czynie społecznym wybudowali skocznię narciarską. Znajdowała się ona po lewej stronie szosy, jadąc w kierunku Supraśla. Można było na niej skoczyć na odległość około 20 metrów. Któregoś razu jeżdżąc na nartach po okolicy z kolegami wytropiliśmy tę skocznię - wspomina Jerzy Szóstko.

  Wiadomo od dawna, że Białostocczyzna to polska Syberia. Zawsze zimą było u nas mroźno, dużo śniegu. Dla tych, którzy lubili aktywnie wypoczywać była to frajda - mówi Jerzy Szóstko. - A już zwłaszcza dla młodych. Gorzej było ze sprzętem. Za mojej młodości mało kto miał porządne narty. Te zwykle pochodziły z czasów przedwojennych, bądź z okresu wojny - rosyjskie (miały wiązania z paskami) no i niemieckie już wysokiej klasy.

  W większości radzono sobie domowymi sposobami. Byli tacy spece, którzy sami robili sobie narty, na przykład mój starszy kolega Mirek Gajewski czy syn państwa Krachów z naszej ulicy Kapralskiej. Początkowo jeździliśmy po płaskim terenie albo zjeżdżaliśmy z małych górek przy cmentarzu ewangelickim, w pobliżu cmentarza prawosławnego. W starszym wieku, kiedy chłopaki nabierali już odwagi, no i więcej już umieli, to wypuszczali się dalej, na inne trasy. Na Pieczurki, Pietrasze, Jaroszówkę, Ogrodniczki. Właśnie w Ogrodniczkach były najlepsze górki do zjeżdżania na nartach.

  W latach 50. studenci Akademii Medycznej, pochodzący z południa Polski, tak tęsknili za nartami, że w czynie społecznym wybudowali skocznię narciarską. Znajdowała się ona po lewej stronie szosy, jadąc w kierunku Supraśla. Można było na niej skoczyć na odległość około 20 metrów. No i ci studenci osiągali te odległości, gdyż mieli narty przystosowane do takich skoków. Te narty były szersze i dłuższe od normalnych.

  Nasza grupa chłopaków przypadkowo odnalazła tę skocznię. Z ciekawością obserwowaliśmy skoki medyków z gór. A oni widząc nasze zainteresowanie krzyknęli do nas, byśmy też zjeżdżali. Mieliśmy trochę pietra, bo co innego skakać z progu terenowego około czterech, pięciu metrów, a tu rozbieg duży, stromy, i ten zeskok.

Ale co tam, raz kozie śmierć. Pierwszy ruszył Konrad Suska, skok był udany około dziesięciu metrów. Drugi skoczył Jurek Gerdo, potem ja i pozostali. Wszyscy w granicach dziesięciu metrów. Bez upadku! Skakaliśmy bez odbicia, spokojnie i z rozwagą. Ale kolejne skoki z lekkim odbiciem już były dłuższe o dwa metry. Byliśmy zadowoleni z naszego chrztu bojowego.

  Pewnego razu profesor Matysiewicz z Liceum nr 1 przy ul. Kościelnej zebrał chłopaków, którzy jeździli na nartach zaproponował, abyśmy spróbowali swoich sił w biegach narciarskich. Organizowano właśnie eliminacje szkół średnich z Białegostoku, a następnie wyjazd do Ełku na spartakiadę zimową.

  Kwalifikacje odbyły się na Nowym Mieście. Udało mi się, wygrałem, drugi był uczeń z Liceum Pedagogicznego przy ul. Mickiewicza. Pojechaliśmy do Ełku. Pierwszy dzień zawodów był nieudany, gdyż połowa zawodników pomyliła trasę. Po południu, po dokładnym zapoznaniu się z jej przebiegiem, byliśmy już dobrej myśli. Na drugi dzień miały się odbyć zawody. Wystartowaliśmy. Dobrze mi się jechało, na punktach kontrolnych plasowałem się w czołówce (byłem drugi, trzeci). No i w połowie trasy pech. Wiązania nie wytrzymują, pęka klamra - dla mnie to koniec zawodów.

  Wygrał uczeń z Ełku, okazał się bezkonkurencyjny. Miał świetne narty - oryginalne biegówki, dobry smar, ale przede wszystkim sam był świetny. Kolega z białostockiego Liceum Pedagogicznego otrzymał dyplom i nagrodę. Musiał być drugi albo trzeci, nie pamiętam dokładnie.

  Zwolenników białego szaleństwa w Białymstoku przybywało. Odbywały się różne turnieje. Mój przyjaciel Czesław Oracz podczas jednych z takich zawodów (skoki plus biegi) zajął pierwsze miejsce. Mnie biegi nie interesowały, gdyż były męczące, natomiast zjazdy uwielbiałem. Lubiłem szybkość. Przez wiele jeździłem w góry z rodziną. Tą pasją zaraziłem też syna.

  W późniejszym czasie zabrakło zapaleńców, którzy by zajęli się rozwojem narciarstwa na Białostocczyźnie. Na Nowym Mieście wybudowano skocznię, ale nie zastąpiła ona stoku w Ogrodniczkach.


Alicja Zielińska 

Translate