Postaw mi kawę na buycoffee.to

Białostoczanie byli złaknieni mocnych doznań

   Sięgając do 1926 r. Na ulicy Polnej (Waryńskiego), pod 17 numerem znajdowała się szkoła tańca Kajmersa i Pomeranca. 

  Kursanci po całkiem umiarkowanych cenach zgłębiali poszczególne pas charlestona i bluesa. Do tych kroczków i podrygów przygrywał im na pianinie dyplomowany... dyrygent. Biedak cierpiał na niezaspokojone artystyczne ambicje. Ponadto kto by utrzymał się z "umiarkowanych cen", z których i tak gros brali Kajmers i Pomeranc? Uprosił więc swych chlebodawców o anons treści zaskakującej - "szkoła tańców poleca dyrygenta na wszelkie zabawy" .

  Na rogu Lipowej i Giełdowej (Spółdzielcza) stała okazała kamienica wybudowana przez Kalmana Goniądzkiego, bogatego białostockiego kupca. Jego syn Gerszon odbył studia techniczne w Niemczech i z tytułem inżyniera przyjechał do Białegostoku. Wraz z nim przyjechała też piękna młoda żona - Fani.   

  Była pianistką, absolwentką berlińskiego konserwatorium i zdobyła pewne doświadczenie w "nowoczesnej praktyce muzycznej". Od 1921 roku, popołudniami, z gabinetu inżynierostwa Goniądzkich rozlegały się dźwięki etiud i sonatin. To pani inżynierowa udzielała "lekcji muzyki na fortepianie za opłatą przystępną". Nie ma to jak bogaty teść!

  Białostoczanie zawsze byli złaknieni mocnych doznań artystycznych. Przeto wielkim wydarzeniem w mieście okrzyknięto w 1926 roku dwa seanse filmowe "monumentalnego arcydzieła świata w 2-ch seriach i 14 aktach - Ostatnie dni Pompei". Uważano, że jest to "cud reżyserii i techniki". 

  Głównymi obrazami tego cudu był wybuch Wezuwiusza, a dalej następowało trzęsienie ziemi, a po nim bachanalie, uczty i walki gladiatorów. Dzieło w "cenach niepodwyższonych" wystawiono w kinie "Apollo" przy Sienkiewicza. Ilustrację muzyczną "specjalnie dostosowaną do filmu" wykonywała zakontraktowana na te spektakle orkiestra symfoniczna. Białostoccy muzycy wystąpili pod batutą miejscowego maestro D. Gurwicza. Wyobrażacie sobie Państwo symfoniczny wybuch wulkanu albo rzymską ucztę ilustrowaną dźwiękami skrzypiec, fletów i... tuby?

  Mieliśmy też kim pochwalić się w szerokim świecie. W 1921 roku Białystok oczekiwał na przyjazd słynnej tancerki Wali Górcewiczówny. Dziewczynka miała zaledwie 13 lat, a już "z wielkim powodzeniem występowała w Białogrodzie Serbskim, Konstantynopolu i innych miastach zagranicznych". W tych tanecznych popisach pomagały jej "wybitne siły sceny warszawskiej". Ale zanim nasza Wala zawitała w rodzinne strony to...

  W sobotni wieczór 1 października 1921 roku w teatrze Palace (stał za pałacykiem gościnnym nad Białką) zjawił się cały kulturalny Białystok. Powodem był nadzwyczajny wielki koncert. Do Białegostoku na jeden występ przyjechał "król tenorów" Ignacy Dygas. To była naprawdę europejska sława.

  To właśnie Dygasowi w 1927 roku przypadł w udziale narodowy obowiązek zaśpiewania i nagrania wzorcowej wersji wprowadzanego właśnie ustawą Sejmu RP nowego hymnu - "Jeszcze Polska nie zginęła". Ale z afiszów, które wisiały po całym mieście, wynikało, że będzie to "wieczór Trzech Króli". Z Dygasem zjawił się bowiem nad Białką wyborny pianista, profesor Jerzy Żurawlew - późniejszy inicjator konkursów chopinowskich i wspaniały aktor Józef Węgrzyn.Ten niezapomniany wieczór z pewnością złagodził obyczaje wśród 900 słuchaczy, którzy zasiedli w pięknej sali Palace.


Andrzej Lechowski

Translate