Postaw mi kawę na buycoffee.to

Ulica Lipowa tuż po wojnie

  W kamienicy na rogu ulicy Artyleryjskiej i Dąbrowskiego przed wojną mieściło się Towarzystwo Gimnastyczne Sokół. W 1947 r. po kapitalnym remoncie ulokowano tu Publiczną Średnią Szkołę Zawodową Męską.

  Mając na uwadze wzbogacenie Albumu Białostockiego przysyłam zdjęcie ulicy Lipowej z 1950 r. Czyż nie była piękna? A bruk, pomimo wojny, był o wiele równiejszy niż kostka przed aktualną przebudową. Tak zaczął swój list Jerzy Gubarewicz. Fotografię z wiszącą latarnią i furką konną w głębi oczywiście zamieszczamy.

  Za jeszcze cenniejsze uznaję kolejne zdjęcia i komentarze pana Jerzego. Przejdźmy się więc pod kościół św. Rocha, bo tak się go określa, pomijając wezwanie Chrystusa Króla. Wszyscy już wiedzą o najnowszym pomniku poświęconym ofiarom katastrofy lotniczej pod Smoleńskiem. Przed wrześniem 1939 r. w budynku po przeciwległej stronie i bardziej ku północy, na rogu ulicy Artyleryjskiej i Dąbrowskiego, mieścił się " Sokół". Mówiono, że to obrona cywilna, ale towarzystwo o tej nazwie promowało również ćwiczenia gimnastyczne, prowadziło ożywioną działalność wychowawczo-patriotyczną. Natomiast w drugiej połowie 1944 r. aż do połowy 1946 r. stacjonowały tu oddziały sowieckie, przemieszczające się na Berlin i powracające na "rodinu".

  Po kapitalnym remoncie, od 1947 r. w kamienicy o bogatej historii ulokowano Publiczną Średnią Szkołą Zawodową Męską, a nie Technikum Mechaniczne, jak to było niedawno wspomniane. Szkoła ta została przeniesiona do budynku przy ul. Sosnowej i znana jest młodszym jako Zespół Szkół Mechaniczno-Drzewnych. Na załączonej fotografii prezentują się uczestnicy studniówki, w tym i Wacław Gubarewicz, brat Jerzego.

  Po wyprowadzce szkoły i remoncie gmach objęło we władanie Miejskie Przedsiębiorstwo Oczyszczania w Białymstoku, gdzie dyrektorował Henryk Dukat. Jak słuchy chodziły, był on partyzantem w oddziale Mieczysława Moczara. MPO dotrwało tu do końca stycznia 1969 r., by wywędrować do nowej bazy przy ulicy 27 lipca. Jeszcze jacyś nieznani użytkownicy przedłużyli agonię kamienicy, a po dwóch latach przystąpiono do rozbiórki. Pan Jerzy, wracając z pracy zrobił ujęcia budynku, który odchodził w niepamięć. Wybrałem zdjęcia z "ogórkiem" (autobus marki Jelcz) i dorożką oraz z kioskem "Ruch". A w ogóle to chyba śnieg wystraszył przechodniów, bo aż dziwnie tu pusto.

  Bliżej ul. Lipowej, stał jeszcze po wojnie mocno podniszczony budynek z apteką pana Sosnowskiego. Pan aptekarz był miłym człowiekiem, gdy jakiś młodzian prosił o lek "na ból głowy", poprawiał go z uśmiechem: "zapewne chcesz lek od bólu głowy?"

  I jeszcze na deser wiadomość rewelacyjna. "Chcę poinformować o tablicy o wymiarach około 2,5 cm x 1,2-1,5, ustawionej w początkach 1945 r. między obecnym kinem "Ton" a budynkiem Archiwum Państwowym, gdzie znajduje się obecnie pomnik Marszałka Józefa Piłsudskiego. 

  Na tablicy mieszczono mapę środkowej Europy, a zmieniane każdego dnia strzałki oraz chorągiewki pokazywały postępy wojsk zdążających na Berlin, sowieckich i polskich ze wschodu, a amerykańskich i brytyjskich z zachodu. 9 maja 1945 r. wszystkie chorągiewki znalazły się w punkcie oznaczającym stolicę Niemiec. Radość zapanowała wielka. Po kilku dniach na Rynku Kościuszki zebrała się spora ilość ludzi, którzy nieśli kukły przywódców hitlerowskich. Z Rynku udali się na dziedziniec zniszczonego Pałacu Branickich, gdzie na kukły czekały dwa potężne ogniska. Do zebranych przemawiali dowódcy rosyjscy i cywile polscy. Manifestacja trwała około 2-3 godzin, po jej zakończeniu kukły spłonęły przy wielkim aplauzie zebranej ludności. Niestety, nie miałem wówczas jeszcze aparatu fotograficznego i zdjęć nie mogłem zrobić".

Adam Czesław Dobroński 

Wzgórze, na którym stoi Pomnik Bohaterów Białostocczyzny było tu zawsze

   Powtórzyłem obiegową wersję, że to okupanci niemieccy nakazali przewiezienie gruzów na pobliski żydowski Cmentarz Rabinacki. Z cegieł, kamieni, ułomków ceramicznych i złomu, popiołów i czarnej ziemi z okolic spalonej Wielkiej Synagodze oraz po okolicznych budowlach miało powstać wzgórze, na którym góruje obecnie Pomnik Bohaterów Białostocczyzny (z koroną) i rozciąga się Park Centralny. Okazało się, że inż. Krzysztof Kulesza zajmuje się projektem modernizacji Parku Centralnego, a Wiesław Wróbel wykonał analizę historyczną tego terenu.

  "Z analizy tych materiałów, map i fotografii wynika, że wzgórze było tam zawsze. Miało co prawda nieco inny kształt od obecnego, ale do lat 50. było nawet wyższe o około 2-3 m - pisze Krzysztof Kulesza. - Obecna forma tego wzgórza powstała w wyniku prac ziemnych przy tworzeniu Parku Centralnego oraz sąsiednich ulic i placu. Wierzchołek dawnego wzgórza, znajdujący się mniej więcej w sąsiedztwie głównej bramy dawnego kirkutu, u zbiegu ulic Grodzieńskiej i Kałuszyńskiej został zniwelowany poprzez zepchnięcie ziemi w trzech kierunkach. 

  Przy okazji najprawdopodobniej wygrzebano także najstarsze pochówki tego cmentarza znajdujące się w pobliżu jego wschodniego muru. Wypoziomowano płaszczyznę obecnego placu Uniwersyteckiego (wówczas przed Domem Partii) oraz wgryziono się głęboko w ziemię w trakcie budowy ulicy Kalinowskiego. Te działania utworzyły dość strome skarpy w kierunku placu oraz ulic Kalinowskiego i Marjańskiego.

Niemcy rozbierali wzgórze

  Fakty te potwierdziły badania geologiczne. Ponadto analiza fotografii lotniczych z lat 1944, 1949 i 1954 wykazała, że Niemcy z obszaru cmentarza żydowskiego raczej wywozili cegły z rozebranego muru, prawdopodobnie też szlachetny kamień z nagrobków i być może piasek z wykopu, pozostawiając w środku cmentarza dół o znacznych rozmiarach, głęboki na ok. 2,5-3 m. Wywózka gruzu na teren kirkutu zaczęła się w późniejszym okresie. W 1949 r. dół był już wypełniony, a w 1954 r. gruz widać też w innych miejscach cmentarza i w jego sąsiedztwie.

  Ponadto, w latach 50. wywożono tam również żużel, prawdopodobnie z pobliskiej kotłowni przy ul. Grochowej. Istnieje duże prawdopodobieństwo, że górka przed operą została uformowana również z gruzu i żużla zepchniętych z obszaru przygotowywanego pod park. Są też podejrzenia, że zakopano w niej macewy z dawnego cmentarza. 

  Nadal jednak nie znam autora projektu Parku Centralnego, mimo, że został opublikowany w miesięczniku "Architektura" w 1962 r. - Wierny czytelnik Albumu Białostockiego Krzysztof Kulesza".

  Bardzo dziękuję za list i informacje korygujące powtarzane dotychczas opinie. Mam propozycję, by nasi czytelnicy włączyli się do wyjaśnienia znaków zapytania towarzyszących powstawaniu Parku Centralnego. Proszę zatem o opowieści i udostępnienie zdjęć. Z góry dziękuję, także w imieniu inż. Kuleszy, który już wcześniej przekazywał nam ustalenia dotyczące Pomnika Konstytucji 3 Maja w Zwierzyńcu.

Białostocki Biały Dom

  Pan Krzysztof przekazał również zdjęcia, niestety w większości słabej jakości, bo z powojennych gazet. Na fotografii z 1958 r. widać, jak robotnicy profilują nową ulicę Konstantego Kalinowskiego. Charakterystyczne, że na całej długości ulicy nie stoi ani jedna maszyna, nie ma nawet konia z wozem.

  Jeszcze ciekawsze jest zdjęcie o rok późniejsze. Na stoku wzgórza ustawili się gęsto mężczyźni i kobiety. To ani chybi tłum ochotników wykonujących czyn społeczny. Budujący widok! Zwłaszcza dla towarzyszy urzędujących po przeciwnej stronie w siedzibie Komitetu Wojewódzkiego PZPR. Mówiło się, że w białostockim "Białym Domu", choć od wewnątrz był on jaskrawo czerwony, w barwach bolszewickich.

  Czy ktoś pamięta jeszcze ówczesną zagadkę: Czym się różni rzodkiewka od obywatela PRL? Odpowiedź prawidłowa brzmiała: Niczym, jedno i drugie jest z wierzchu czerwone a w środku białe. Co się zaś tyczy gmachu KW, to z jednej strony przylegał on do cmentarza, a z drugiej miał za sąsiada siedzibę gminy żydowskiej. Za mojej pamięci mieściły się w tej mocno podniszczonej kamienicy pracownie artystów. Nawet od zaprzyjaźnionego plastyka dostałem kartonik z napisem w języku hebrajskim.

 Adam Czesław Dobroński 

Cytra - instrument marzenie. Witold Jodko bożyszczem publiczności

  W latach 20. białostoczanie lubili słuchać gry na cytrze. Bożyszczem publiczności był Witold Jodko. Karierę ten muzyk zaczynał w Moskwie, gdzie od 1910 r. był solistą teatrów carskich i dyrektorem szkoły muzycznej. Po 1918 r. zaczął koncertować w Polsce. W Białymstoku udzielał lekcji gry na cytrze.

  Na sobotni wieczór 15 maja 1925 r. szykowała się znakomita impreza. W niemieckim klubie Hellas zapowiedziano "pożegnanie lokalu zimowego". Ten zimowy klubowy lokal mieścił się w wynajętym fabrycznym budynku przy Warszawskiej 72. Zapowiadano same atrakcje, przednią zabawę i to, że "bufet będzie obficie zaopatrzony".

  Klubowicze nie zawiedli, wypełniając salę po brzegi. Pierwszą atrakcją były popisy gimnastyczne. Skomplikowane układy pod "umiejętnym kierownictwem p. Bendorfa" wykonali członkowie klubu. Szczególne wrażenie zrobiły tak zwane "kino-piramidy wykonywane szybko i precyzyjnie. Ostatnia piramida, w której uczestniczyły wszystkie ćwiczące w klubie panie i panowie, powtórzona została trzy razy".

  Doskonale przyjęto też wystawione dwie jednoaktówki. Klubowych aktorów oklaskiwano w dziełkach "On lunatykiem" i "August jedzie". Przed tańcami i sprawdzaniem zaopatrzenia w bufecie, nastąpiła kulminacja programu. Publiczność wpadła w zachwyt, słuchając "ślicznej gry na cytrze trio Schwalbe". Adof Schwalbe, właściciel fabryki wstążek przy Jurowieckiej 40, każdą wolną chwilę poświęcał doskonaleniu kunsztownej gry na tym instrumencie. Cieszył się więc opinią miejscowego wirtuoza. Po nim wystąpił, wzbudzając nie mniejszy entuzjazm wśród słuchaczy, niejaki Russa.

  Ówcześni białostoczanie nadzwyczaj upodobali sobie cytrę. W tychże latach bożyszczem publiczności był profesor Witold Jodko. Karierę zaczynał w Moskwie, gdzie od 1910 r. "był solistą teatrów cesarskich, oraz dyrektorem i profesorem w zakładach naukowo-muzycznych".

  Po 1918 r. przyjechał do Polski i rozpoczął aktywną działalność koncertową. "Występy prof. Jodki w Warszawie i w ogóle w Polsce były z uznaniem omawiane przez naszą krytykę". W licznych swych wypowiedziach, Profesor zachwalając zalety cytry, lubił podpierać się opinią wyrażoną przez samego Franciszka Liszta, który miał ponoć stwierdzić, że cytra "to instrument marzenie". Panowała też opinia, że Jodko nie dość, że w stopniu wirtuozowskim posiadł umiejętność gry na cytrze, to był też "wybitnym działaczem w dziedzinie sztuki w ogóle". Jego "refleksje teatralno-muzyczne zamieszczane w poczytnych pismach Ekscelsior i Rytm "wzbudzały wielkie zainteresowanie i były żywo komentowane".

  Nic więc też dziwnego, że zapowiadany na 4 kwietnia 1925 roku koncert Profesora w sali Ogniska oczekiwany był jako wielkie wydarzenie. W ten sobotni wieczór publiczność nie zawiodła i tłumnie zjawiła się w dawnej kamienicy Zabłudowskich na rogu Sienkiewicza i Rynku Kościuszki. Program wieczoru był "obfity". Profesorowi towarzyszyła pianistka Zofia Stermińska i tenor Adam Raczkowski. Publiczność zgotowała Jodce owacyjne przyjęcie. Po koncercie proszono go, aby przyjął zaproszenie do "czynnego udziału w naszem życiu kulturalno-społecznem". Jakiż entuzjazm towarzyszył deklaracjom Profesora, że i owszem rozważa możliwość zamieszkania w Białymstoku.

  I tak oto, po kilku miesiącach w miejscowej prasie ukazały się ekscytujące anonse. "Profesor Witold Jodko, b. dyrektor szkoły muzycznej w Moskwie i solista b. carskich teatrów udziela lekcji gry na cytrze oraz solfeggio, teorii i harmonii, historii i encyklopedii muzyki, od godziny 5 do 7". Udzielał tych lekcji przy Świętojańskiej 22 numer mieszkania dwa. Ciekawe, czy dzisiejsi lokatorzy spod dwójki wiedzą o ich sławnym poprzedniku, carskim wirtuozie. Ciekawe też, czy dziś ktokolwiek w Białymstoku grywa na cytrze? A był to popularny, szczególnie od połowy XIX wieku, strunowy instrument szarpany. Tak to się w terminologii muzycznej określa.

  W zbiorach muzealnych mamy też białostocką cytrę. Może grał na niej sam Profesor, a może któryś z jego uczniów? Warto ją zobaczyć. Leży w saloniku muzycznym mieszczańskiej kamienicy, czyli w Muzeum Historycznym.

Andrzej Lechowski

Translate