Postaw mi kawę na buycoffee.to

Codzienność w PRL. Tak się żyło

 

   Polska codzienność drugiej połowy XX wieku nie była kolorowa, a prawie każde wnętrze domu tak samo. Inne jednak posiadane do tych czasów. Pamiętasz te przedmioty, sprzęty, samochody i meble minionej epoki? Młode pokolenie może o nich w całości nie wiedzieć, choć niektóre perełki z lat 60., 70. i 80. wracają do łask. 

Wystrój i meble z czasów peerelowskich były określone. Polskie realia nie pozwalają na luksusy. Brakowało tylko żywności w sklepach, ale także materiałów budowlanych i importowanych rzeczy. Efekt był taki, że wnętrza domów i mieszkania były do ​​siebie.

   Niemal w każdym sklepie królowały boazerie, tapety, toporne meblościanki, tapczany, podkręcane ławy, „fotele Nowaków”, kryształy, sztuczne kwiaty i owoce, ceramika, porcelanowe kury, na krawędziach obrazki z postaciami kościelnymi, tureckie dywany i usługi. Dodatkowy w pokoju dziecięcym był półkotapczan. grały też telewizory, radioodbiorniki, gramofony.

   Łazienki w PRL nie przenikają do przyjaznych wnętrz. Ich obecność, bezpośrednie skąpy, ciemny i mało. Pomieszczenie było wyposażone w odpady i produkty praktyczne, wyłożone płytkami od podłogi po samym suficie. Najważniejsze, poprzez niezbędne wyposażenie sanitarne. Gdybyś był w dowolnym miejscu, wykluczone z wielu urządzeń i zabezpieczeń. 

  

   Nikt nie jest wyposażony w umywalki, gustownego oświetlenia czy elektryczne pralek. Żeliwna wanna, ebonitowa deska sedesowa i górnopłuk nad sedesem do nieodzownych wnętrzarskich obraz z lat 70. Sam papier toaletowy był toaletowy. Rodzina myła włosów szamponem „Zielone jabłuszko” lub „Familijnym”. Kobiety używają wielorazowych podpasek i kręconych włosów na wałkach. Po ręcznych zastosowaniach, regulują się Frania – silnikowa pralka, która została ograniczona „przyjaciółką” kobiety.

    Nowoczesna kuchnia i jej wyposażenie w naszych domach jest obecnie niedostępne z wystrojem kuchni z lat PRL. To podlegało królestwem kobiet. W latach 70., 80. i na początku 90. każda kuchnia stanowi najczęściej kredens w kolorze mleka. Odpowiedzi na brak elektrycznego piekarnika był prodiż, z którego ciasta smakowały najlepiej (nota bene to urządzenie wracające do łask).

    Mięso gospodynie mieliły w niszczych maszynkach. Zakupy dostarczają się w siatkach, mleko w szklanej butelce lub metalowej kance, a kawa (słynna „plujka”) podawana była w szklance ze szkła bez uchwytu w koszyczku. Za to młodzież chętnie popijała polo-cocktę, czyli polski właściwyk coca-coli. Cukier kryształ był na wagę złota. W szafkach nie brakuje alkoholu, który służył w kryształowych niskich szklankach: wódki ekstra żytniej, czysty lub spirytusu.

   Stare samochody z minionej epoki do perełek motoryzacji. Zabytkowe samochody należące do każdego miłośnika klasycznych aut. W czasach PRL-u każdego dnia na polskich drogach, obecnie są eksponowane w muzeach, na wystawach i złotych samochodach. Pojawiają się nawet starsze, a krajowe modele.

   Historia polskiej motoryzacji rozpoczęła się w 1893 roku, kiedy powstał zakład Ursus, znany z produkcji traktorów. Centralne Warsztaty Samochodowe założone w 1918 roku były jednym z głównych producentów samochodów w II Rzeczpospolitej Polskiej.

   Polski Fiat 126p, czyli kultowy „maluch”, był najbardziej znanym oraz najliczniej związanym z historią Polski. Na rynku wypuszczono 3 318 674 egzemplarzy. Produkcja samochodu o nazwie Syrena 100 ruszyła w 1957 roku. było ulepszona wersja ostatniego prototypu. Usprawniono napędową napędową S-15, która napędzała silnik o mocy 27 KM. Egzemplarzy Syreny łącznieo 521 311.

    Mimo nowinek technicznych na rynku motoryzacyjnym, coraz częściej i nowocześniejszych, fanów tych starszych aut nie brakuje. Na zabytkowe, chronione zachowane, polują pasjonaci z całego Polski. Świadczy to o niesłabnącej funkcji błędów minionej epoki – nie tylko PRL-u i polskich modeli, ale też tych z lat. 30. czy 40., a nawet konsekwencje.

    Oko użytkowania motoryzacji korzystanie ze starego strażackiego, milicyjnego, karetki pogotowia, Fiaty 125 i 126 p („kaszlaczki”), Polonezy, Syrenki, Nysy, Żuki, Tarpany czy Mikrusy. Z modelami wyróżniającymi się także czechosłowacka Skoda Octavia „Lolek”, Skoda Spartak z 1958 r., włoski Fiat Barchette, angielski Ford Popular z 1944 r., Ford Mustang Cabrio czy francuski Citroen 2cv. W kolekcji tych pasjonatów, które są też modele władzye, takie jak Wołga, Moskwicz, Łada i popularne „Mydelniczki”, NRD-owskie Trabanty. Kiedyś te samochody jeździły po polskich drogach, dziś dla kolekcjonerów do prawdziwego skarby.

   użytkowy w czasach PRL-u rower był wartościowy. W tamtych czasach nie każdy mógł sobie pozwolić na auto. W Polsce pierwszy wioślarz – samojazd - skonstruował warszawski malarz Edmund Perl. Był w modelu z drewna o trzech kołach. Pierwsza produkcja rowerów w Polsce działa od 1917 roku w systemie F. Zawadzkiego. Było 17 sztuk, w latach trzydziestych - 60 sztuk dziennie. Zaraz po utworzeniu utworu. W 1929 roku powstała Państwowa Wytwórnia Uzbrojenia w Warszawie, która zajmowała się produkcją urządzeń marki „Łucznik” na szczegółowej gałęzi przemysłu. Roczna produkcja w tym okresie do 80 000 sztuk.

   Po II wojnie światowej, w 1949 roku, nastąpiła polska fabryka rowerów. był w firmie Romet z Bydgoskich. Przedsiębiorstwo wyłączniko zasilania w Bydgoszczy, Poznań oraz Czechowicach-Dziedzicach.

    W szczytowych latach produkcji Rometu osiągnięto milion sztuk. Na polskich drogach królowały modele: Wigry, Jubilat, Zenit, Konsul, Gazela, Kometa, Wagant, Passat, Meteor, Orkan, Jaguar, Huragan, Universal, Reksio, Flaming. W roku 1991 zakłady zostały przekształcone w spółkę akcyjną o nazwie Zakłady Rowerowe „Romet” Spółka Akcyjna. W wyniku nieudanego procesu prywatyzacyjnego zakład został postawiony w stanie upadłości w 1998 roku sąd wystawiony na sprzedaż. Zakład R-1 zlikwidowano. Część R-2 w Poznaniu zlikwidowana, część przeniesiona w ręce prywatne.

     Towar medyczny, kolejki, kartki spożywcze – to słowa klucze handlowe czasów Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej. Tak dokładnie zakupowa rzeczywistość lat 70. i 80. XX wieku. Część z nas pamięta te czasy, pozostała część z zasłyszanych opowiadań. Zakupy w PRL nie są dostępne i łatwe. Towar był reglamentowany, a przydział był m.in. od szczególnej pracy, miejsca zamieszkania, wieku. Prawdziwy wyciek kartek żywnościowych uwalnianych na początku lat 80. Trzeba było je mieć, przez zakup w sklepie mięsa, herbaty, herbaty, ocet, masło, olej, kaszę, tworzenie, produkty zbożowe, ryż, cukier, słodycze, alkohol czy papierosy, ryzyko , ale też ubrania zimowe, zimowe, dywany i obowiązki szkolne.

    Większości wyposażenia, nawet tego podstawowego, brakuje, a sklepowe półki świeciły pustkami. Gdy „rzucano w stronę” ustawiały się po zakupach nawet kilometrowe kolejki, a ulice były zatłoczone. Po kilkugodzinnym wyczekiwaniu kupowało się, co było. Tak dostępna rzeczywistość zakupowa w czasach PRL.

   Chociażby czasy PRL dawno mamy za siebie, wielu pozostałych z wspomnieniami tamten okres. Polacy doceniają gromadę pamięci z czasów swojej młodości lub dostępu. A w PRL ten okres życia miał swój urok.

   każde dziecko, bez względu na to, w jakich czasach dorasta, potrzebne zabawki. Druga połowa XX wieku nie była kolorowa, z tej przyczyny, która przyszła na miejsce. Dzisiaj, gdy wracamy do lat 70. 80., a nawet początków 90.,niejeden z Was powie: Och, miałem taką grę!”, „Miałem taką zabawkę!”

     Blaszane, drewniane czy drewniane – wszystkie funkcje rekreacyjne. Asortyment na półkach sklepowych był niski, więc każda zabawka była na wagę złota. Często nie były tak kolorowe jak te, ale kochało je każde dziecko.

   Popularne były bączki, które trzeba było nakręcić tłokiem u góry, harmonijkowe kotki silniejszece dźwięki, kudłate pluszaki, resoraki, lalki, żołnierzki, samochodziki i jeszcze parę innych zabawek. Takie były w PRL-u. Obecnie wartość jest liczona w tysiącach złotych

    Filatelistyka była dawniej bardzo użytkowym hobby, szczególnie w czasach PRL. Stanowisko bardzo zróżnicowane i wyzwanie. Polegało na głównym zbieraniu i późniejszym ewentualnym handlu modelami znaczków pocztowych z Polski iz zagranicy. Moda na klasery przetrwała Pierwsza do lat 90., choć dziś już praktycznie wymarła.

    Teraz wiele starszych osób ma pochowane w piwnicach, na strychach, w szufladach cennych znaczków pocztowych. Młode pokolenie nie powinno zajmować się hobby. Interesująca jest jednak wartość kolekcji znaczków. Znajdują się tam miłośnicy tego hobby, którzy zapłacą duże kwoty, nawet jeśli są oznaczone. Znaczki pocztowe z PRL robią furorę u kolekcjonerów. Te stare kolekcje są sporo warte

    28 października 1950 roku uchwałono w Polsce ustawę o reformie walutowej, która spowodowała życie dwa dni później. Ta denominacja pozbawiała Polaków nawet dwie występowanie oszczędności z dnia na dzień – podczas wymiany cen, płace i oszczędności bankowe wymieniano w: 3 zł nowe za 100 regularne, a got zgromadzonej w domu w związku 1 zł za 100 legalne.

     Kolejna nazwa nadeszła wraz ze sterownikami systemowymi w 1989 roku. Wiązało się do ze wzrostu cen już pod koniec lat 80. XX wieku. W 1989 roku ceny wzrosną o 250,1 procent, aw 1990 roku o ponad 585 procent. Już wtedy w planach był nominał złotówki. Zmiana pieniędzy w Polsce została przeprowadzona 1 stycznia 1995 roku. „Złotówka'' symbol PLN. Nominał został przeprowadzony w proporcjach 10 000 : 1, co sprowadza się do „obcięcia” czterech zer na nowych banknotach w porównaniu do zwykłych złotych.

   Dla kolekcjonerów stare przedmioty mają wartość. Wyróżniamy się zarówno starymi monetami, jak i starymi banknotami z PRL-u. istnieje możliwość, że dzisiaj można je wykorzystać w formie pieniężnej.

   Każdy duży skup ma własne katalogi banknotów oraz monety, które z możliwością zapoznania się z aukcjami literackimi w Internecie. Stare polskie banknoty mają różne wartości, które robią wrażenie, niezależne nic za nie kupimy. W praktyce jednak wiele czynników składa się na to, ile taki banknot lub moneta może kosztować.

   Faktyczna wartość pieniężna i banknotów jest zależna od kilku czynników. Przede wszystkim ważne jest: Banknoty i pieniądze z PRL. Te stare pieniądze są sporo warte. Masz takie w domu?

   Kolekcjonerzy z wyprowadzanymi rodzajami banknotów i starych pieniędzy, których pojawia się błąd lub też praktyczny numer seryjny. Można powiedzieć, że dla znanych numizmatyki jest to największa wartość zakupu. Jeśli mamy nietypowe pieniądze lub banknoty, o których przypuszczamy, że mogą być sporo warte, nie są zbyt pochopnie ich sprzedawane. Znakomity pomysł jest udaniem się do eksperta z wyłączeniem lub wyceną banknotu. 

   Jeśli będziemy mieć dostęp, uzyskamy najwyższą możliwość zastosowania, nasze stare banknoty można sprawdzić w sieci. Na platformach aukcyjnych — uniwersalne, jak i wynikające z numizmatyce — stosowane w oparciu o wartości lub wynikające z tych, jak nasze „pieniądze” wycenione eksperta. Warto przy tym uniwersalnym, że nawet drobna konsekwencja w zachowaniu (lub w przypadku wystąpienia błędu druku) może wystąpić wahania wartości monet i banknotów.

   Obecnie styl PRL nie wszystkim się podoba, kojarzy się z bezguściem, biedą i przaśnością. Jednak w ostatnim czasie kultowe meble i urządzenia wracają do mody w nowej wersji. Posiadacze mebli z minionej epoki dają im drugie życie, a wnętrze stylizowane są lata peerelowskie.


Sandra Szymańska

Kokaina bez recepty

  W 1922 roku władze Białegostoku zakazały aptekom sprzedaży bez recepty kokainy . Miejscowi narkomani jakoś sobie radzili. Fałszerstwem lub przekupstwem potrafili zaspokoić swój nałóg. Aż wybuchła afera.

  W międzywojennej Polsce sięganie po iluzje narkotyczne nie było masowym zjawiskiem. Proceder oczywiście istniał. Opium, kokaina czy morfina pojawiały się w sferach artystycznych, wojskowych, urzędniczych albo lekarskich jako zastępnik i tak nie zastąpionej gorzałki. Narkotyki miały rzecz jasna swoją cenę. Sprowadzane w latach 30. głównie z Niemiec (Hamburg) do Gdańska, a później do Warszawy - kosztowały około 8 tys. zł za kilogram. Bezpośredni użytkownicy musieli płacić 10 złotych za gram białego proszku. Chyba, że ten i ów postarał się o receptę od zaprzyjaźnionego lekarza. 

  Prasa białostocka z owego czasu pisała często o aptekarskich wyłudzaczach. Głośna afera miała miejsce w 1936 roku. Policja zaczęła otrzymywać donosy, że w Ubezpieczalni Społecznej nad wyraz dużo zużywa się morfiny. 

  Wszystkie ślady prowadziły do Marty Michalskiej, sekretarki naczelnego lekarza. Ta młoda osóbka znana była z nieprzyjemnego charakteru, personel jej nie lubił, ale czuł respekt, w końcu była to prawa ręka szefa, czyli dr. Jana Szymańskiego. Agentów śledczych zastanowił fakt, że Szymański wystawia na nazwisko swojej sekretarki dużo recept na morfinę. Trwało to już tak długo, że w końcu musiało się wydać. 

  Co się okazało - naczelny lekarz i jego sekretarka byli zatwardziałymi narkomanami. Gdy spostrzegli, że wypisywanie recept na jedno nazwisko zaczyna budzić podejrzenie, wyłudzali recepty od innych lekarzy, bądź po prostu kradli. Michalska obchodziła rejonowe placówki Ubezpieczalni i wyjmowała morfinę z podręcznych apteczek. Dyżurujące pielęgniarki bały się cokolwiek powiedzieć. Wszechwładna sekretarka wzbudzała w nich paniczny strach. Zdarzało się i tak, że lekarz wezwany do nagłego przypadku nie znajdował w apteczce środka przeciwbólowego. Kiedy dwojgu narkomanów zaczął palić się grunt pod nogami, postanowili wyjechać do Częstochowy. Zanim jednak doszło do przeprowadzki, dr Szymański trafił do aresztu. 

  Rok później Białystok miał kolejną, narkotykową aferę. Na ławie oskarżonych sądu okręgowego zasiadło 13 osób. Pozew brzmiał - wyrób i sprzedaż środków odurzających. Winowajcami byli okoliczni farmaceuci i felczerzy. 

  Sprawa rozpoczęła się od rewizji w mieszkaniu Floriana Godlewskiego, właściciela apteki w Wasilkowie. W jego domu przy ul. Mazowieckiej wykryto nielegalne laboratorium i hurtowy skład materiałów aptecznych. Były to przede wszystkim środki odurzające i pigułki przeciwbólowe. Akt oskarżenia zarzucił Godlewskiemu wytwarzanie specyfików o charakterze narkotycznym i ich rozpowszechnianie za pośrednictwem właścicieli aptek. 

  Oskarżenie było poważne, jednak sądowi zabrakło zdecydowanych argumentów prawnych. 12 aresztowanych zostało więc uniewinnionych, zaś Godlewskiemu sąd polecił zapłacić 500 zł grzywny za niezarejestrowany skład medyczny i brak książki rozchodów. 

  Przy okazji procesu wyszło, że Wojewódzki Inspektor Farmacji wiedział o dodatkowym zajęciu Godlewskiego, a nawet miał udział w jego interesie.

Włodzimierz Jarmolik 

Białystok- Wrzesień 1939 r

     Prawie dwa tygodnie zajęło niemieckiemu Wehrmachtowi dotarcie do przedmieść Białegostoku. Granica była całkiem niedaleko, w okolicach Grajewa i Prostek. Niecałe 70 km. Niesłusznie wydarzenia sprzed 85 lat nazywane są kampanią wrześniową. W ujęciu wojskowym kampania znaczy tyle, co krótkotrwałe działania wojenne. Tymczasem wojna, która zaczęła się 1 września 1939 roku trwała prawie 5 lat. Nasze naczelne władze wojskowe i państwowe nie podpisały aktu kapitulacji, a żołnierze pozostali wierni złożonej przysiędze aż do całkowitego pokonania niemieckiego najeźdźcy…

     Białystok już przed wojną był ważnym węzłem drogowym i kolejowym. Był też ważną bazą zaopatrzeniową naszych wojsk. Jednak w planach Naczelnego Wodza nie zakładano obrony miasta. Siły SGO Narew był zbyt szczupłe, zbyt rozciągnięte na długiej linii granicy z Prusami Wschodnimi. Obrona Białegostoku wymagała poświęcenia zbyt dużych sił własnych. Pierwsze dni września mijały w mieście dość spokojnie. Od pierwszego dnia wojny nastąpiła konsolidacja społeczeństwa, które wzięło czynny udział w organizowaniu samoobrony oraz pomocy wzajemnej. Niepoślednią rolę spełniali harcerze, którzy pełnili służbę informacyjną oraz sanitarną. 

     Dopiero 5 września zaczęła napływać pierwsza fala uciekinierów. W dniu następnym wojewoda białostocki Henryk Ostaszewski wydał polecenie ewakuacji urzędów oraz instytucji państwowych do Wołkowyska. Wojewoda pozostał w naszym mieście. Po wyjściu na front oddziałów stacjonujących w Białymstoku załogę wojskową miasta stanowiły: batalion marszowy 42 Pułku Piechoty, batalion wartowniczy nr 32, dwa szwadrony marszowe: Suwalskiej i Podlaskiej Brygady Kawalerii, pluton marszowy 14 DAK oraz kompania przeciwlotniczych karabinów maszynowych. Ich zadaniem byłam ochrona magazynów wojskowych oraz zapewnienie porządku w mieście. 

   Dowództwo objął ppłk. Zygmunt Szafranowski. 11 września sytuacja uległa gwałtownemu pogorszeniu. Do miasta napłynęła kolejna, trudna do opanowania, fala uciekinierów. W oddali słychać było odgłosy artylerii, zaś wieczorami  w oddali łuny pożarów. W tym samy dniu lotnictwo niemieckie zbombardowało, pomimo dobrze widocznych znaków Czerwonego Krzyża wymalowanych na dachach wagonów,  polski pociąg sanitarny stojący na bocznicy Dworca Poleskiego. Ppłk. Szafranowski powołał dowództwo obrony Białegostoku. Został jego szefem, zaś zastępcą mianował kapitana Tadeusza Kosińskiego. Plan obrony zakładał powstrzymanie Niemców na linii rzeki Narew oraz w rejonie Puszczy Knyszyńskiej. Tymczasem  do Białegostoku dotarły mocno skrwawione szwadrony 2 Pułku Ułanów, które wcześniej wzięły udział w bojach nad Narwią. 

Reduta nad Narwią

  13 września 1939 roku niemieckie oddziały Brygady Fortecznej „Lotzen” dotarły na przedpola Białegostoku. Doszło do wymiany ognia z polską placówką w Żółtkach. Punkt oporu był dobrze wybrany- na wysokim brzegu rozległej doliny rzeki Narwi. Żołnierze polscy stawiali skuteczny opór w dniach 12-14 września. W obronie wysuniętej rubieży Białegostoku wzięli udział żołnierze z jednostek białostockich: 42 Pułku Piechoty, 10 Pułku Ułanów oraz 14 Dywizjonu Artylerii Konnej. 150- osobową załogą dowodził por. Witold Kiewlicz, który uzyskał wsparcie kilku ciężkich karabinów maszynowych nadesłanych z Białegostoku. Najcięższe walki miały miejsce 14 września. Niemcy użyli artylerii i w dwóch punktach sforsowali Narew- w rejonie spalonego mostu w Żółtkach oraz w pobliskiej wsi Dzikie. Żołnierze polscy wycofali się do Białegostoku, wzmacniając siły broniące miasta. 

Atak na Białystok

    W mieście panował spokój. Czynne były sklepy i kina. Ukazywał się Dziennik Białostocki. W magistracie urzędował prezydent Seweryn Nowakowski. W nocy z 14 na 15 września obrońcy otrzymali amunicję, opatrunki oraz żelazne racje żywnościowe. Rankiem 15 wrześnie żołnierze zajęli stanowiska bojowe. Główne siły polskie zostały rozmieszczone w rejonie dzielnic Wysoki Stoczek- Marczuk. Tutaj też okopał się pluton artylerii. Linie obrony wiodły także przez Białostoczek, Pietrasze oraz Nowe Miasto. Około godziny 9 na przedmieściach Białegostoku pojawiły się niemieckie patrole zwiadowcze. 

   Żołnierze broniący rejonu Wysokiego Stoczka powitali wroga silnym ogniem z karabinów maszynowych oraz dwóch dział. Wehrmacht podciągnął artylerię oraz wozy pancerne. Na Wysoki Stoczek spadły bomby lotnicze. Żołnierze polscy rozpoczęli odwrót w kierunku rzeki Białej. Osłaniał pluton sierż. pchor. Antoniego Maleckiego, wsparty skutecznym ogniem dwóch karabinów maszynowych, których stanowiska znajdowały się na cmentarzu św. Rocha. Tymczasem nieprzyjaciel uderzył w rejonie dzielnicy Pietrasze. Broniące tego odcinka szwadrony 2 Pułku Ułanów poniosły duże straty. Trwał napór nieprzyjaciela w rejonie Nowego Miasta i Starosielc. Szczupłym siłom polskim groziło całkowite okrążenie. W godzinach popołudniowych ppłk. Szafranowski wydał rozkaz wycofania się w kierunku Wołkowyska. 

   Doszło do walk osłonowych w rejonie Wygody i Dojlid. Dzięki temu główne siły polskie, w sposób uporządkowany, ruszyły szosą do Królowego Mostu. Prezydent miasta wydał zarządzenie otwarcia magazynów wojskowych oraz cywilnych, aby ludność mogła pobrać znajdujące się tam zapasy żywności. Późnym popołudniem do Białegostoku weszły oddziały brygady fortecznej Lozten…

   W trakcie walk poległo kilkudziesięciu żołnierzy Wojska Polskiego, w tym szef sztabu obrony Białegostoku kpt. Tadeusz Kosiński. W walce powietrznej zginęło 2 polskich lotników. Na cmentarzu farnym znajduje się kwatera żołnierska poległych we wrześniu 1939 roku. Jest tam 111 mogił. Nieznane są straty niemieckie.

PS. Zapewne w tym dniu pojawiły się w mediach wspomnienia, ale też i rozważania o agresji niemieckiej na Polskę. Od wielu lat zawsze przewija się wątek nieudzielenia nam pomocy przez Anglię i Francję.

    Bez zgłębiania rozważań twierdzę, że w 1939 roku te dwa państwa nie miały żadnych możliwości przyjścia nam z obiecaną pomocą. Dlaczego więc każdego kolejnego wrześni wypomina się właśnie niedotrzymanie zobowiązań sojuszniczych wobec Polski. Ano dlatego, żeby odwrócić uwagę od głównego sojusznika III Rzeszy, dzięki któremu Adolf Hitler mógł rozpocząć swój agresję. Sojusz Niemiec z Sowietami dał początek okrutnej wojnie.  


Marian Olechnowicz

Translate