Sierpień 1956 roku - pamiętam, bo niebawem idę do pierwszej klasy.
W kinie " Polana " grają film " Zakazane piosenki ". Bilety po 2 złote.
Jadę z tatą z końcowego przystanku " czwórki ". Zastępczo, podjeżdża samochód ciężarowy z plandeką.
Jeździły już po naszym mieście czerwone autobusy komunikacji miejskiej, ale widocznie tabor był jeszcze niewystarczający i awaryjnie zdarzały się i takie kwiatki.
Tłumek pasażerów wciąga mnie za ręce przez tylną burtę do środka i stoję dusząc się na pępku jakiejś pani. Tata wisi na trapie za burtą.
Szofer nie zatrzymuje się na żadnym przystanku, bo w niedzielny, ciepły wieczór wszyscy jadą do kina na pierwszy, nakręcony po wojnie polski film, do Polany.
Wysiadamy koło kościoła farnego.
W kinie, na drewnianych ławkach zajęliśmy miejsca.
Z chwilą rozpoczęcia Polskiej Kroniki Filmowej lunął rzęsisty deszcz. Tata okrył mnie marynarką, ale niewiele to pomogło. Niemal natychmiast sweterek wraz z koszulą przykleił się do ciała. Z krótkich spodenek na kancik okapywała do bucików deszczówka. Najgorsze to były te prążkowane pończochy na nogach, które najpierw dokładnie przyległy do nóg a potem wysychając powodowały niemiłe świerzbienie.
Równo z końcem Kroniki deszcz przestał padać i trzęsąc się z zimna mogłem pooglądać se film wraz z przeżywaniem rozkoszy schnących ... cholernych pończoszek.
Wyschłem do końca i rozgrzałem się podczas drogi powrotnej do domu, którą odbyliśmy z tatuśkiem na piechotę.
Tadeusz Wrona (RIP)


