Postaw mi kawę na buycoffee.to

Poradnik z lat 30 : " Kąp się – dlaczego, gdzie i jak ? "

    Potrzeba zachowania higieny osobistej raczej nie budzi już wątpliwości, przed wojną jednak trzeba było przekonywać rzesze Polaków, by kąpali się choć raz w tygodniu. W kraju, w którym miliony obywateli nie miały dostępu do kanalizacji i bieżącej wody, nieoczywiste było również, gdzie i jak się myć.

   W II Rzeczpospolitej ogromnym problemem był nawet brak zwykłych wychodków – to dlatego w 1928 roku minister spraw wewnętrznych Felicjan Sławoj Składkowski rozpoczął akcję budowy przydomowych wygódek, które zaczęto nazywać sławojkami. Poprawy wymagał jednak również ogólny stan higieny społeczeństwa, a wiedza na jej temat nie była powszechna. Nie każdy też, kto chciał myć się częściej, musiał wiedzieć, jak się do tego zabrać. Z pomocą przychodziły liczne poradniki, taki jak broszura wydany przez Miejską Służbę Zdrowia w Warszawie pt. „Kąp się. Dlaczego, gdzie, jak?”.

   Autor zaczął od przedstawienia najbardziej podstawowych zachęt i informacji.  Czysto utrzymaną skórę ciała ludzkiego powinna okrywać, co najmniej raz na tydzień zmieniana bielizna, czysta, przewiewna i odpowiednia do pory roku odzież. Czystość ciała i otoczenia – to warunek zdrowia. Tylko zdrowy człowiek może odczuwać radość życia, być oparciem rodziny, dobrym pracownikiem, pożytecznym członkiem społeczeństwa, dzielnym obrońcą Ojczyzny.

   Dalej opisano funkcje i budowę skóry oraz skutki jej zaniedbywania (np. czyraki), opatrując to rysunkami przedstawiającymi nabrzmiałe gruczoły łojowe i potowe z pozatykanymi ujściami. Dalej przekonać trzeba było czytelnika, że brak miejsca do kąpieli nie jest wymówką.

   Kto ma zamiłowanie do czystości, zawsze znajdzie możność starannego umycia swego ciała. Część mieszkań w Warszawie posiada pokój kąpielowy. Część mieszkańców korzysta za opłatą z kąpielisk publicznych – łaźni rzymskich, wanien, natrysków. Część młodzieży kąpie się w kąpieliskach szkolnych. Dla niezamożnych czynne są przy niektórych Ośrodkach Zdrowia i Opieki bezpłatne kąpieliska – natryski. W każdym mieszkaniu, nawet jednoizbowym, przy dobrej woli da się urządzić kąt do mycia, gdzie za zasłoną, bez skrępowania, można umyć całe ciało.

   Autor wymieniał, że kąt taki powinien być wyposażony w dwie miednice (do mycia górnej i dolnej części ciała), dwa wiadra (z ciepłą wodą i do wylewania brudnej), mydło oraz ręcznik. Bardziej ambitni mogli sporządzić sobie natrysk z konewki.

   A ponieważ w większości mieszkań i domów takich udogodnień brakowało, wyjaśniano również:  Jak się kąpać pod natryskiem: oblać ciało wodą, starannie namydlić skórę, spłukać mydliny wodą, mocno wytrzeć ciało ręcznikiem, na czyste ciało włożyć czystą bieliznę. Tym, którzy mogli cieszyć się wanną, także tłumaczono, jak jej właściwie używać. Po dobrej kąpieli człowiek powinien czuć się orzeźwiony. Źle użyta kąpiel w wannie osłabia i nuży, może być powodem bicia serca, uderzeń krwi do głowy itp.

    Jak się kąpać w wannie: w łazience świeżo przewietrzonej, w wannie starannie umytej, co najmniej w 1 godzinę po spożyciu posiłku, w wodzie do wysokości serca przy pozycji siedzącej, w wodzie o temperaturze od 35°–37°C nie dłużej niż 10–15 minut, przed wytarciem ciała dobrze jest spłukać ciało czystą wodą (woda w wannie po umyciu ciała nie jest już czysta).

   Autor przedstawił również trochę ciekawych informacji na temat higieny warszawiaków. W 1938 roku w stolicy istniały wg niego 42 kąpieliska publiczne i 67 szkolnych oraz 35 tys. łazienek w mieszkaniach. Wyliczono też skrupulatnie, że mieszkańcy miasta biorą w wymienionych przybytkach łącznie 859 tys. kąpieli, łaźni i natrysków.  Tymczasem, gdyby każdy, kto nie posiadał własnej łazienki, mył się choć raz w tygodniu, liczba ta powinna wynosić… 50 milionów.

   W poradniku można też przeczytać, że przeciętny Polak zużywał rocznie 1,4 kg mydła, podczas gdy Anglik i Japończyk aż 6 kg. Jeśli zdarza się Wam narzekać na zapachy w komunikacji miejskiej, pomyślcie o tym, jakie warunki musiały panować w przedwojennych tramwajach. Na końcu broszury umieszczono spis warszawskich kąpielisk oraz garść reklam.


Roman Sidorski

Plaże wokół Białegostoku

  Białostoczanie od zawsze wiedzieli, że "prawdziwą atrakcją Wasilkowa jest przepływająca przez miasto i okalająca je swym pierścieniem rzeka Supraśl".

   W 1934 roku staraniem białostockiego oddziału Stowarzyszenia Byłych Więźniów Politycznych rozpoczęto w Wasilkowie budowę "porządnie urządzonej plaży". Już wkrótce powtarzano sobie opinię, że jest "ślicznie położona". Dodatkowym jej atutem był drewniany, może niezbyt ładny bo przypominający szopę, budynek w którym mieściło się "kasyno z salą dancingową". Amatorom czynnego wypoczynku przygotowano "liczne boiska do siatkówki".

    W 1935 roku pojawiła się kolejna atrakcja. Białostocki Związek Strzelecki wybudował przystań kajakową, która z miejsca "stała się prawdziwą ozdobą Wasilkowa". Rozpoczęto też miejscową produkcję kajaków. Strzelec w Wasilkowie budował je "tanio i praktycznie".  Ponadto kajaki te okazały się "nadzwyczaj trwałe". Ulubioną trasą kajakowiczów, jak powszechnie określano amatorów kajakowania, była "przejażdżka kajakiem w górę rzeki. Po przebyciu szeregu serpentyn, w odległości paru kilometrów leży miejscowość Święta Woda ze starą osłoniętą łańcuchem drzew kapliczką". Ona też stanowiła cel tej wyprawy.

   Z kolei "w dół rzeki popularne są wycieczki kajakowe do Jurowiec i Szelachowskich". Doceniając te walory krajobrazowe i rekreacyjne białostocki oddział Polskiego Towarzystwa Krajoznawczego ogłosił, że właśnie Wasilków jest w okolicach Białegostoku "główną bazą dla wycieczek kajakowych".

    Przystań od samego startu cieszyła się wielką popularnością. Amatorów kajakowania przybywało. I właśnie z myślą o nich w 1935 roku na wasilkowskiej plaży zorganizowane zostały "stałe kursa stylowego pływania". Z przeciwległej strony Białegostoku amatorzy wodnych sportów mieli Dojlidy. Tu plaża i towarzyszące jej budynki kawiarni, szatni, powstały staraniem białostockiego magistratu. Ale inspiratorem wielu działań była Liga Morska i Kolonialna. Przed wojną, nie tak jak dziś, kult polskiego morza był wśród białostoczan ogromny i autentyczny. 

   Już w 1920 roku z okazji zaślubin Polski z morzem nad Białką powstawały marynistyczne rymy. Miejscowa poetka Rena Ruszczewska pisała:  " Nastał dla nas dzień swobody, Radują się wioski, grody, I śpiewają starcy, dzieci. Wzwyż ku słońcu pieśń ich leci. Zdarte już niewoli pęta. Opieka nad nami święta, Opieka błogosławiona ,Rozpostarła swe ramiona. Leci w niebo pieśń potężna ,

   Silna Polska i orężna. Pieśń wolności, pieśń swobody ,Grzmi - przebija prusie tamy, Czy słyszycie? - Póki żyjem ,Już Bałtyku nie oddamy! "  I właśnie z tej morskiej fascynacji w roku obchodów 10-lecia odzyskania niepodległości w Białymstoku zawiązała się Liga. Początkowo była tylko Morska i Rzeczna. 

  Było nie było to i naszą poczciwą Białką można było połączyć się z morzem. Wkrótce jednak wyobraźnią Polaków zawładnęły marzenia o zamorskich koloniach. Zmieniono więc w nazwie Ligi Rzeczną na Kolonialną. W jej siedzibie przy Sienkiewicza 28 odbywały się liczne spotkania. To tu omawiano kolejne organizowane w końcu czerwca coroczne Dni Morza.

   W 1933 roku uznano, że najlepszym symbolem łączności Białegostoku z Bałtykiem będzie ustawienie na Rynku Kościuszki wykonanej z dykty kilkumetrowej latarni morskiej. Liga działała w białostockich gimnazjach.   Organizowano wakacyjne wyjazdy do Gdyni, ale też prowadzono systematyczną działalność odczytową. W 1935 roku białostoczanie, zazdroszcząc wasilkowiakom zaczęli interesować się własnym "morzem" - Dojlidami.     

   Przy stawach, z których jeszcze kilka lat wcześniej odławiano nawet 50 ton ryb rocznie, postanowiono urządzić plażę. W 1936 roku wzorem wasilkowskim zbudowano przystań kajakową. W 1938 roku na jednym z zebrań Ligi w budynku przy Sienkiewicza postanowiono, że najlepszym pomysłem obchodów Dni Morza będzie połączenie ich z nocą świętojańską.

  I tak 22 czerwca na Dojlidy ruszył kto mógł. Zadbano o zabawę ludową, do której przygrywała orkiestra wojskowa. Bufet też był zaopatrzony. 

   Ku zadowoleniu zgromadzonej na brzegu stawu publiczności rozegrano zawody pływackie. Wszyscy jednak czekali na zapowiadaną największą atrakcję. Miał nią być "barwny korowód udekorowanych łodzi i kajaków".

   Gdy zrobiło się ciemno, to wzdłuż brzegu zaczęła płynąć malownicza świętojańska flotylla. Szczególny zachwyt publiczności zwracały kajaki przystrojone wiankami, sztucznymi ogniami oraz "całym szeregiem innych niespodzianek". Wszystkie pływające jednostki oceniane były przez komisję konkursową.


Andrzej Lechowski

Śmigus- dyngus: Lany poniedziałek

   Śmigus-dyngus: to Was może zadziwić, ale tradycja lanego poniedziałku, w ostatnich latach na bardzo bardzo mokro obchodzona jest częściej w miastach niż na wsi. Dlaczego? I o co chodzi w tym święcie? Skąd się wziął Śmigus-dyngus?

   To w miastach dzieci i młodzież biegają z wiadrami. Nie zawsze ta zabawa jest przyjemna i bezpieczna. Kiedy kubeł wody wylewany jest na szybę jadącego auta - grozi wypadkiem.

   Najlepszy opis śmigusa-dyngusa w I Rzeczpospolitej dał ksiądz Jędrzej Kitowicz w "Opisie obyczajów". Wtedy lany poniedziałek obchodzono hucznie we dworach. Lała się nie tylko woda, ale i wódka. A na wsi "Lud wiejski, dosyć wiernie trzymający się obyczaju starego, pocieszny wyprawia dyngus alias śmigus, a mianowicie koło studzien. Parobcy od rana gromadzą się, czatując na dziewki, idące czerpać wodę i tam, porwawszy między siebie jedną, leją na nią wodę wiadrami, albo zanurzają ją w stawie, a niekiedy w przerębli, jeżeli lód jeszcze trzyma".

   Do XV wieku dyngus i śmigus były dwoma odrębnymi zwyczajami. Z czasem tak się zlały ze sobą w jeden, że przestano rozróżniać, który na czym polega. Wyrazem tego było pojawienie się w Słowniku poprawnej polszczyzny Stanisława Szobera zbitki śmigus-dyngus. Lany poniedziałek to drugi dzień świąt wielkanocnych. W Polsce jest to dzień wolny od pracy. Sklepy też są zamknięte. Zwyczajowo katolicy w Polsce idą do kościoła, chociaż to nie jest święto obowiązkowe.

    Jako, że Wielkanoc jest świętem ruchomym (przypada po pierwszej, wiosennej pełni księżyca) Poniedziałek Wielkanocny może wypaść od 23 marca do 26 kwietnia.

    Jak wiele innych obyczajów, oblewanie wodą wywodzi się ze zwyczajów pogańskich. To czas budzenia się po zimie. Do dziś zwyczaj kropienia wodą święconą pól w poniedziałkowy ranek przez gospodarzy jest spotykany we wsiach na południu Polski.

   Jednym z najbardziej znanych obyczajów Poniedziałku Wielkanocnego jest tradycyjny Emaus na krakowskim Zwierzyńcu. Jest to odpust, odbywający się przy klasztorze Norbertanek na Zwierzyńcu, a właściwie już na Salwatorze na prawym brzegu Rudawy. Są więc. jak to na odpuście. kramy, strzelnice sportowe, karuzele, loterie fantowe itp. Na straganach można kupić plastikowe zabawki, pierścionki z kolorowymi oczkami, słodycze, w tym tradycyjne serca z piernika. 

   Osobliwością krakowskiego odpustu są drewniane figurki żydowskich grajków i Żydów studiujących Torę. Odpust i ulica wzięły nazwę od biblijnej wsi Emaus, do której podążał zmartwychwstały Chrystus. Po drodze spotkał dwóch swoich uczniów, przez których nie został rozpoznany.A w Wielkiej Brytanii nasi rodacy obchodzą Dyngus Day, choć dla Anglików to easter monday.

Janusz Strzelczyk 

Zgodnie z art. 51 § 1 Kodeksu Wykroczeń, osoba zakłócająca spokój, porządek publiczny - dopuszczająca się wybryku jakim jest polewanie wodą - podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny.

Translate