Zapytaliśmy, jak Polacy wspominają Święta z czasów PRL-u i jakie tradycje zapadły im najbardziej w pamięć. Czy któreś z nich są też bliskie Waszemu sercu? Na Wasze historie czekamy w komentarzach!
Pamiętam, że to chyba był rok 1969, kiedy mama kupiła żywą choinkę, a ja wraz z rodzeństwem robiliśmy na nią łańcuch z kolorowego papieru. Tata z kolei postanowił zrobić kolorowe światełka z małych żaróweczek od latarki, które połączył kabelkami i pomalował farbą olejna na czerwono, zielono i biało. Gdy je powiesił widok był niesamowity!
- tak przygotowania świąteczne wspomina Pani Katarzyna.
Święta w moim domu były cudowne! Zjeżdżała się cała rodzina, wszystkie dziewczynki były pięknie ubrane w "chińskie" sukienki i uczesane ze wstążkami we włosach. Choinkę zawsze ubierali dziadkowie, a na koniec każde z dzieci zawieszało niej swój łańcuch zrobiony z bibuły. Zanim zasiedliśmy wszyscy do stołu w wigilię, najpierw zawsze odmówiliśmy pacierz i podziękowaliśmy za dary.I chociaż my jako dzieci byliśmy ciekawi prezentów, to potrafiliśmy docenić wspólną kolację. Z biegiem lat zmieniło się wszystko, teraz święta już nie są takie same. Nie ma tej całej magii. Nie ma tego śniegu, który tak pięknie sypał w dniu Wigilii...
- z tęsknotą i rozmarzeniem pisze Pani Sylwia.
Teraz to już święta tylko z nazwy. Kiedyś mniej istotne były prezenty - ważna była obecność rodziny przy stole. Była choinka, dwanaście potraw, w tym też i karp, który pływał wcześniej w wannie. Opłatkiem dzieliliśmy się dopiero, kiedy zaświeciła pierwsza gwiazdka. Potem była kolacja i prezenty pod choinką przyniesione przez Mikołaja. Śpiewanie kolęd, a o północy wspólna pasterka w kościele. Jak szliśmy to często było ze 30 stopni mrozu i śnieg po kolana. I tak zaczynały się święta.
- opowiada Pan Jarosław.
Na święta kiedyś czekało się cały rok, bo były czymś wspaniałym i wyjątkowym. Robiliśmy wtedy własnoręcznie łańcuchy z kolorowego papieru, pawie oczka, ozdoby ze słomy. Na choince pamiętam jeszcze świeczki stearynowe, na które trzeba uważać, żeby nie zapaliły się przypadkiem anielskie włosy. A pomarańcze to był dopiero rarytas!
- mówi nam Pani Anna z uśmiechem na twarzy.
W Wigilię był karp w galarecie, śledzie w oleju i śmietanie, zupa grzybowa, makiełki, kapusta z grochem i oczywiście strucle makowe. A w święta pieczona kaczka z nadzieniem. Zapach choinki mieszał się z zapachem wypastowanej podłogi i świeżo upieczonymi ciastami. Tego się nigdy nie zapomni.
- wspomina Pani Elżbieta.